Google Play Pass jest leniwą odpowiedzią na ofertę Apple Arcade

A więc stało się: Apple próbuje swoich sił w usługach subskrypcyjnych za pomocą produktów takich jak News+, TV+ i Apple Arcade. Ten ostatni jest zakładką w sklepie App Store, która jest wypełniona po brzegi mobilnymi grami wideo opracowanymi wyłącznie na system operacyjny iOS i utrzymywanymi na wysokim poziomie jakości, dzięki czemu klienci płacący comiesięczny abonament 5 USD zawsze znajdą tam dla siebie coś ciekawego.

Google Play Pass jest leniwą odpowiedzią na ofertę Apple Arcade

 

Apple Arcade uruchomiono oficjalnie we wrześniu i nie minął nawet tydzień, zanim Google otworzył swoją własną usługę na bazie subskrypcji, jaką jest Google Play Pass – również dostępną w cenie 5 USD miesięcznie. Bez względu na to, jak byśmy nie patrzyli , data premiery i cena usługi sugerują, że jest to bezpośrednia odpowiedź Google na Apple Arcade. Choć faktem jestem, można by się spierać, że plotki o Play Passie słyszeliśmy już od końca ubiegłego roku, naiwnym wydaje się myśleć, że Apple nie rozwijał w tym czasie swojej platformy Arcade i jest bardzo prawdopodobnym, że Google o tym wiedział.

Istnieją jednak pewne zasadnicze różnice między rodzajem treści oferowanej przez te dwie usługi. Do tego stopnia w istocie, że ​​można by chcieć zapytać „dlaczego Play Pass w ogóle istnieje?”. W tym artykule postaramy się znaleźć odpowiedź na to pytanie.

 

Inwestycja w jakość

Google Play Pass jest leniwą odpowiedzią na ofertę Apple Arcade

Apple włożył sporo serca i pracy, aby uzyskać ekskluzywne oferty z utalentowanymi programistami i zapłacił za całkowicie nowe gry, które zostaną stworzone specjalnie na potrzeby platformy Apple Arcade. Według doniesień serwisu Cupertino, Apple miał wydać grubo ponad 500 milionów dolarów, aby w ogóle oderwać usługę Arcade od ziemi. O ile nam wiadomo, niektóre z gier oferowanych w ramach Arcade mogą pojawiać się na konsolach takich jak Nintendo Switch, ale będą one dostępne wyłącznie dla oprogramowania iOS jeśli chodzi o urządzenia mobilne.

Apple Arcade jest już z nami dwa miesiące i co tydzień obserwujemy stały napływ wysokiej jakości tytułów. Do tego stopnia, że zaczynamy martwić się możliwością przegapienia jakich fajnych gier i tym, jak nadążyć za nimi wszystkimi. Tak więc, podczas gdy usługa subskrypcji w celu uzyskania dostępu do gier pozostaje wciąż niepewna, Apple przynajmniej stara się, aby była warta naszego czasu i pieniędzy.

Z drugiej strony Google Play Pass nie oferuje niczego nowego ani wyjątkowego. Płacąc za Play Pass, po prostu uzyskujemy dostęp do niektórych płatnych aplikacji na Androida (lub innych bezpłatnych, tyle że bez reklam). Są to te same aplikacje, które można kupić i zapisać w pamięci lub te same aplikacje, które można pobrać za darmo i korzystać w nich w trybie z reklamami.

A w jaki sposób programiści otrzymują rekompensatę za swoją pracę? Cóż, zamiast płacić z góry za swoje oprogramowanie, Google używa algorytmu, aby ocenić, na ile klienci „cenią” każdą z aplikacji. Według firmy nie będzie to opierać się wyłącznie na „czasie spędzonym wewnątrz aplikacji”, ponieważ Google rozumie, że użytkownicy traktują każdą aplikację inaczej. Mimo to jest to poniekąd chwiejna i mroczna koncepcja – zwłaszcza dla deweloperów. I wcale nie pomaga tu fakt, że ​​Google wspomina o wdrożeniu „stale udoskonalanego modelu”, aby zapewnić sprawiedliwie wynagrodzenia programistom. Takie stwierdzenie może mieć różny wydźwięk, zależnie od interpretacji i kontekstu, ale na pewno nie brzmi uspokajająco …

 

Dlaczego ktoś miałby w ogóle subskrybować usługę Google Play Pass?

Google Play Pass jest leniwą odpowiedzią na ofertę Apple Arcade

Nie można zaprzeczyć, że Google Play Pass oferuje setki – jeśli nie tysiące – aplikacji i gier, które w innym przypadku byłyby płatne, a do tego robi to za naprawdę niską cenę 5 dolarów lub nawet promocyjnych 2 dolarów miesięcznie przez pierwszy rok (a potem 5 USD miesięcznie – klasyczna zagrywka w sektorze usług subskrypcyjnych). Czyli można powiedzieć, że za tak symboliczną prawie kwotę otrzymujemy oprogramowanie warte setki dolarów. Jeśli kiedykolwiek z jakiegoś powodu przerwiemy subskrypcję, utracimy dostęp do tych aplikacji.

Bądźmy jednak realistami. Mało kto, o ile w ogóle ktokolwiek, będzie potrzebował wszystkich tych aplikacji. Prawdopodobnie połowa z nich wcale nas nie zainteresuje. Niektóre osoby znajdą wartość w jednej części kolekcji Play Pass, a inne w innej – taka już jest kolej rzeczy w mobilnym świecie. A ponieważ aplikacje i gry nie są ekskluzywnym produktem platformy Play Pass, dlaczego po prostu nie kupować tego, co chcemy ze sklepu Play Store i nie martwić się o subskrypcję? Po co Google ma nam ściągać z karty 5 USD co miesiąc, skoro możemy kupić dziesięć interesujących nas aplikacji premium za 50 dolarów i mieć to wszystko raz na zawsze z głowy?

Jedną z głównych zalet jest to, że gry Play Pass nie będą miały żadnych dodatkowych płatnych opcji wewnątrz aplikacji (czytaj: będą darmowe). Nie jesteśmy pewni, jak dokładnie działałoby w przypadku tytułów, które zostały zasadniczo zaprojektowane w oparciu o zakupy dokonywane wewnątrz aplikacji. Ale przynajmniej rodzice mogą być spokojni o swoje pociechy, wiedząc, że gry w Play Passie są naprawdę, naprawdę darmowe. Wszystko to oczywiście przy założeniu, że ów pociechy grają w coś, co faktycznie znajduje się w platformie Play Pass. Idziemy o zakład, że Fortnite prawdopodobnie nigdy nie będzie jedną z takich gier.

Google Play Pass jest leniwą odpowiedzią na ofertę Apple Arcade

Z drugiej strony Apple Arcade ma bardziej kuszący haczyk. Nie zrozumcie nas źle – jasnym jest, że nie każda gra z Arcade trafi do każdego. W sumie to mało kto ma chyba na swoim iPhonie więcej niż trzy lub cztery gry, w które regularnie gra. Mimo  to, nie możemy oprzeć się pokusie, by co tydzień zaglądać do Arcade w poszukiwaniu nowych wersji i nowych tytułów. Nawet jeśli gra z tego tygodnia nie pokrywa się z moimi upodobaniami, wiem na pewno, że za tydzień będzie odsłonięta kolejna gra wysokiej jakości, która może trafić w moje gusta. Jeśli zrezygnujemy z subskrypcji, tracimy dostęp do naszych obecnych ulubionych gier i nie możemy dłużej tak dokładnie śledzić nowych premier.

W skrócie można powiedzieć, że Apple gra na naszym strachu przed przegapieniem czegoś ciekawego. Tyle że inwestując miliony dolarów w umowy na wyłączność dla swoich gier, firma zapewniła ich naprawdę wysoką jakość, co sprawa, że ciężko jest czuć się oszukanym płacąc 5 dolarów za tak szeroki wachlarz potencjalnych źródeł mobilnej rozrywki.

 

Z usługami subskrypcyjnymi trzeba stąpać lekko

 

Google Play Pass jest leniwą odpowiedzią na ofertę Apple Arcade

Cytując klasyka: „Pay bills and chill”?

Usługi subskrypcyjne są obecnie popularne w wielu branżach. Rynki są nimo dość mocno nasycone, a firmy starają się zapewnić sobie nowy, stały strumień przychodów. Mamy subskrypcje usług gier, subskrypcje programów telewizyjnych, a teraz subskrypcje aplikacji mobilnych.

Klienci szybko stają się zmęczeni, ostrożni, a nawet zaniepokojeni tym multum subskrypcji, które mogą wymagać śledzenia. Dlatego rozsądnie byłoby, gdyby firmy stąpały lekko i stawiały na taki wariant zarobków tylko wtedy, gdy faktycznie mają coś wartościowego do zaoferowania. Ale nagle wkraczamy w ten dziwny świat, w którym wszystko jest wyjątkowe. Ciężko jest dziś obejrzeć wszystko to, na co mamy ochotę, nie posiadając jednoczesnej subskrypcji w serwisach Amazon Prime Video, Apple TV+ i Netflix.

Z jednej strony wydaje się to antykonsumpcyjne. Z drugiej strony wiele z tych programów nie istniałoby, gdyby zawzięta konkurencja nie zmusiła tych firm do eksperymentowania z treściami niszowymi. Apple Arcade działa w ten sam sposób – są to gry o bardzo wysokiej jakości, niektóre są dość eksperymentalne, inne trzymają się znanych formuł, ale robią dobrze to, co robić mają. Możliwość znalezienia czegoś nietuzinkowego, zabawnego i dobrze zaprojektowanego w świecie gier z każdym tygodniem przynajmniej sprawia, że ​​5 dolarów wydaje się uzasadnionym comiesięcznym wydatkiem.

Google Play Pass to zwyczajnie leniwa odpowiedź na ofertę Apple; to personifikacja zbędnych usług subskrypcyjnych. Tak przynajmniej wygląda to w obecnej formie. Nie wiemy, jakie aplikacje będą tam z czasem dodawane. Nie wiemy nawet, czy będzie tam stały strumień nowych treści. Deweloperzy w Google otrzymują wynagrodzenie na podstawie algorytmu, który może, ale nie musi, być sprawiedliwy w dystrybucji ich przychodów. I nawet jeśli nie jest to problemem teraz, nikt nie może zagwarantować, że nie będzie nim w przyszłości, zwłaszcza że Google chce ten model rozliczeń „ciągle udoskonalać”.

Inną sprawą jest to, że przez pierwszy rok subskrypcji Google prosi nas tylko o 2 dolary miesięcznie, co jest ceną, która większości z nas będzie łatwa do zaakceptowania. Za taką kwotę warto nawet wypróbować tę platformę, jeśli ktoś jest ciekaw  i chce dać jej szansę. Mimo to, robiąc krok wstecz i patrząc na szerszy kontekst, Play Pass nie wydaje się być unikalną, dopieszczoną ofertą, jaką reklamuje nam ją Google.

 

 

Źródło: www.phonearena.com