Czy dotarliśmy do końca inflacji cen smartfonów?

Have we reached the end of smartphone price inflation?

Na przestrzeni ostatnich kilku lat na rynku smartfonów pojawiła się mocno niepokojąca tendencja, a mianowicie taka, że ceny smartfonów powoli idą w górę. W istocie zaszło to już aż tak daleko, że kiedy słyszymy o nadchodzącej premierze nowego urządzenia z wysokiej półki, mentalnie przygotowujemy się na czterocyfrową cenę. O ile wcześniej można było kupić najlepszy telefon Samsung lub Apple za równowartość około 650 USD, teraz trzeba wyłożyć na flagowe modele tych firm co najmniej 1000 USD. Tyle że nie stało się tak dlatego, że ludzie zwyczajnie mieli ochotę płacić więcej za swoje telefony. Można by więc chcieć zapytać: to co w takim razie jest tu na rzeczy?

 

Jak w ogóle zaszliśmy tak daleko?

Nie ma jednego wyraźnego powodu inflacji cen smartfonów w ostatnich tego. Zamiast tego składa się na to zjawisko szereg różnych czynników, które wprawiają cały ten, niefortunny dla nas użytkowników, mechanizm w ruch. Oto niektóre najważniejsze z nich:

  1. Sprzedaż smartfonów spada

Od prawie dwóch lat globalne dostawy smartfonów spadają z kwartału na kwartał. Głównym powodem tego faktu jest to, że większość rynków – a przynajmniej te, które przynoszą największe przychody – są już mocno nasycone, a dzięki poprawie jakości i wydajności smartfonów ze wszystkich segmentów, ludzie dłużej trzymają się swoich urządzeń. Inwestorzy chcą jednak widzieć tylko pozytywne tendencje, przez co firmy podnoszą ceny, aby zrekompensować utracone zyski z powodu niższej sprzedaży.

Chociaż taka taktyka w pewnym stopniu się sprawdza, wyższe ceny zmuszają coraz więcej osób do korzystania z telefonów, które już mają, ponieważ koszt związany z wymianą telefonu na nowy uniemożliwia im robienie tego co rok lub lub co dwa lata.

  1. Ludzie rzadko płacą pełną cenę za swoje telefony

Operatorzy sieci proponują różnego rodzaju lukratywne umowy, aby złapać w swoją sieć nowych klientów, ale nawet bez nich, wygodniej i mniej uciążliwie finansowo jest płacić za telefon w miarę upływu czasu (tj. w ramach abonamentu), aniżeli wykładać tysiąc dolarów za jednym zamachem. Taki system ułatwia jednak maskowanie podwyżek cen. Wzrost ceny o 200 USD rozłożony na 24 miesiące, czyli w ramach standardowej długości kontraktu zawieranego z operatorem sieci, wynosi nieco ponad 8 USD miesięcznie. Żaden wielki wydatek, nieprawdaż? To przecież dwie filiżanki kawy w Starbucksie, a mówimy tu o smartfonie. Niby tak, ale dwa lata później, kiedy już jesteś przyzwyczajony do tego, co płacisz, możesz uzasadnić kolejną podwyżkę cen używając tej samej logiki. Zanim się zorientujesz, płacisz za telefon dwa razy tyle, co jeszcze kilka lat temu.

  1. Telefony z wyższej półki stały się bardziej „premium”

W przeszłości płynne działanie bez opóźnień było czymś, co wyróżniało smartfony z wyższej półki. Obecnie prawie wszystkie oprócz najtańszych urządzeń oferują wrażenia wystarczająco dobre dla większości ludzi. Zmusiło to producentów do szukania innych sposobów na dywersyfikację swojej oferty i wyróżnienie ich flagowców z tłumu. Zaczęliśmy otrzymywać wszelkiego rodzaju funkcje „premium”: od dodatków sprzętowych, takich jak wiele kamer i bezprzewodowe ładowanie, po różne materiały, a nawet opcje kolorów w wersji właśnie premium.

Colors that look cool for about 2 minutes before you put your precious phone in a case - Have we reached the end of smartphone price inflation?

Kolory, które wyglądają ślicznie przez jakieś 2 minuty, zanim i tak włożysz swój telefon w etui ochronne

Wszystko to miało na celu nic innego jak stworzyć nową klasę bardziej luksusowo wyglądających i sprawiających wrażenie urządzeń, które mogą być sprzedawane jako creme de la creme smartfonów i mają też z tego tytułu odpowiednio wygórowaną cenę. Wydaje się jednak, że producenci telefonów osiągnęli ostatnio cenowy zenit dla swoich flagowych modeli.

 

Czy osiągnęliśmy psychologiczny limit cenowy?

Apple było pierwszą popularną marką, która przekroczyła ze swoim iPhonem cenę magiczną barierę cenową tysiąca dolarów. I chociaż z początku było to dla wszystkich szokujące, nie musiało minąć dużo czasu, zanim stało się normą. Samsung i Huawei, jako marki najbliższe Apple na rynku pod względem osiągów i technologicznej innowacji, szybko wymyśliły własne modele, na które mogły z czystym sumieniem przykleić metkę z ceną 1000 USD. Niestety, ta okrągła liczba nie jest miejscem, w którym zatrzymała się ta pieniężna krucjata…

Obecnie zarówno iPhone XS Max firmy Apple, jak i nowy Galaxy Note 10+ od Samsunga, zaczynają się od 1099 USD, i zaznaczmy, że dotyczy to podstawowej opcji wbudowanej pamięci wewnętrznej. Może to sprawiać wrażenie, że producenci nie są jeszcze gotowi na podnoszenie cen, ale dane jasno wskazują, że konsumenci tak naprawdę nie są w stanie obliczyć, ile kosztują obecnie telefony z wyższej półki.

Po stronie Apple wyraźnie wynika to z wyników sprzedaży firmy. Tańszy iPhone XR, który sprzedawany jest po cenie 749 USD, jest zdecydowanie najpopularniejszym modelem z 2018 roku. Czy to dlatego, że Apple sprawił, że jest zbyt dobry ze względu na swoją cenę, czy też konsumenci głosują swoimi portfelami, twierdząc, że 1000 USD to zbyt wiele, aby czuć się premium? Wygląda na to, że większość ludzi nie może znaleźć wystarczającej wartości w droższych modelach Apple, które są warte takiej różnicy w cenie.

You can easily see why that is - Have we reached the end of smartphone price inflation?

Łatwo można zobaczyć, dlaczego tak jest

W Samsungu sprawy mają się nieco inaczej. Jego największy i najdroższy telefon z trio Galaxy S, model S10+, jest w rzeczywistości tym, który sprzedaje się najlepiej. Jednak telefony Samsung często są częścią ofert, które znacznie obniżają ich ceny. I tak możemy łatwo znaleźć Samsunga Galaxy S10+ za równowartość mniej więcej 800 USD, co jest znacznie lepszą wartością stosunku do ceny dla otrzymywanego urządzenia.

W tym roku, wraz z wydaniem modelu Note 10, Samsung po raz pierwszy postanowił zaoferować mniejszy i tańszy wariant telefonu, zawieszony od strony ceny o 50 USD poniżej progu 1000 USD. Ten ruch ma podwójny efekt. Po pierwsze, pozornie odwraca inflację cen, utrzymując kwotę poniżej czterocyfrowego limitu psychologicznego, jaki niektórzy mają. Po drugie, pozwala Samsungowi pójść na całość z wersją Plus bez obaw, że będzie kosztowała zbyt wiele. Mając w ofercie tak relatywnie niedrogą opcję dla flagowego modelu, można bezpiecznie wypróbować inny wariant dla tych konsumentów, którzy nie dbają o cenę, ale szukają wyłącznie najlepszych z najlepszych rozwiązań.

OnePlus zrobił coś podobnego z wydaniem swoich najnowszych smartfonów. Zwykły OnePlus 7 jest dla tych, którzy szukają niedrogiego telefonu z najlepszymi specyfikacjami. Dzięki temu firma upewniła się, że nie porzuci swoich lojalnych fanów. Tymczasem 7 Pro jest dla tych, którzy nie mają nic przeciwko wydawaniu więcej na smakołyki takie jak wyświetlacz 90 Hz i trzeci aparat z tyłu. Nie będzie zaskoczeniem, jeśli w ciągu kilku pokoleń wersja „Pro” osiągnie pożądaną cenę 999 USD.

Jeśli jednak ktoś myśli, że producenci zamierzają poprzestać na sprzedaży swoich telefonów po granicznej cenie 1100 USD, taki ktoś ewidentnie zapomina o najnowszej sztuczce, by wycisnąć jak najwięcej pieniędzy z klientów.

 

5G — nagroda w kategorii „skok na kasę” za rok 2019

Have we reached the end of smartphone price inflation?

5G jest wciąż w powijakach, co pozwala producentom sprzedawać go jako „funkcję ultra-premium” i oczywiście odpowiednio za taką przyjemność płacić. 5G stało się swojego rodzaj darem od niebios, gdy firmy starały się znaleźć powód do sprzedaży jeszcze droższych smartfonów. „Zabezpieczenie przyszłości” smartfona poprzez dodanie do niego możliwości 5G w 2019 roku może łatwo kosztować użytkowników od 150 do 200 USD ponad już i tak czterocyfrową cenę wybranego modelu.

Pytanie brzmi: czy producenci telefonów skorzystają z tej okazji, aby podnieść poprzeczkę cenową jeszcze wyżej i utrzymać ją tam, gdy 5G znajdzie się na każdym urządzeniu premium, czy też będą zadowoleni z powrotu do obecnego zakresu, gdy koszty produkcji komponentów 5G spadną w dół, a technologia straci swoją początkową atrakcyjność?

To drugie wydaje się bardziej prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że firmy już na dzień dzisiejszy przekraczają akceptowalne granice cen. Dlatego nie martwmy się, za kilka lat nadal będziemy mogli kupić najnowocześniejszy smartfon za jakieś tysiąc dolarów. Tyle że przy tym wszystkim z pewnością będzie istniało coś, co może zachęcić nas do wydania jeszcze większej ilości gotówki na telefon – takie już są prawa kapitalizmu.

 

Składane telefony zaprowadzą ceny na nowe pułapy

Składane smartfony nie zrobiły może oszałamiającego wejścia, na jakie liczyli ich producenci. Właściwie to nawet wciąż nie zrobiły żadnego wejścia, ale jasnym jest na dzień dzisiejszy, że to tylko kwestia czasu. A wraz ze składanymi smartfonami pojawią się nowe, wysokie ceny. Wiemy już, że Samsung i Huawei planują oferować swoje nadchodzące składane urządzenie za równowartość około 2000 USD – a wszystko to bez uwzględnienia funkcji premium, jaką jest łączność 5G.

Gdy składane modele staną się odrębnym segmentem smartfonów, będą żyć własnym życiem. Oznacza to, że prawdopodobnie pójdą w dwóch różnych kierunkach. Z jednej strony urządzenia z elastycznymi wyświetlaczami będą tańsze i liczniejsze, tak jak zwykłe smartfony. Z drugiej strony ta nowa technologia otwiera producentom nowe możliwości produkowania jeszcze większej liczby urządzeń, do których można przyczepić metkę „premium”. Będą mieli więcej miejsca na dodatkowe funkcje, różne rozmiary i typy składania, z którymi można eksperymentować, oraz luksusowe materiały, z jakich wykonywać takie produkty.

The temptation of a pretty gadget can be strong - Have we reached the end of smartphone price inflation?

Pożądanie wynikające z chęci posiadania tak ciekawego gadżetu jak ten na zdjęciu wyżej może być naprawdę silne

Nie zdziwilibyśmy się, gdyby niektóre marki nie tylko utrzymywały swoje składane urządzenie na poziomie około 2000 USD, ale poszłyby dalej w górę drabiny cen – być może nawet powyżej granicy 2500 USD. Tak naprawdę można by tu snuć wiele teorii, ale summa summarum nie wiadomo, dokąd dokładnie zaprowadzą nas składane wyświetlacze.

 

Optymalna odpowiedź na to wszystko

Tak więc, jeśli musielibyśmy odpowiedzieć na pytanie z tytułu tego artykułu jednym słowem, byłoby to krótkie i stanowcze „Nie”. Ale, ale! Wynikałoby to wyłącznie z tego, że same smartfony przechodzą metamorfozę, a ich nowa forma wymaga korekty cen. Jednocześnie, jeśli jesteś nieugięty lub nieugięta i nie zamierzasz płacić za smartfona ani dolara więcej niż 999 USD, nie masz powodów do zmartwień, jako że w przyszłości na pewno nie otrzymasz mniejszej wartości za swoje pieniądze.

Dzięki zaciętej konkurencji między producentami smartfonów i realiom rynku globalnego, my, konsumenci, ostatecznie zyskujemy lepszą wartość za płacone przez nas pieniądze. Jest to tym bardziej prawdziwe, jeśli by wziąć pod uwagę, że im dalej zejdziemy z ceny (czyli gdzie marże zysku stają się zazwyczaj coraz mniejsze), tym więcej zyskamy. Firmy poszerzają swoją ofertę smartfonów, a dzięki ulepszonemu wyborowi możemy bez problemu wejść dziś w posiadanie urządzenia, które będzie pasować do naszego budżetu i które faktycznie będzie tym, jakiego najbardziej potrzebujemy w danym momencie. Podsumowując to jednym zdaniem, cała ta sytuacja z cenami smartfonów nie jest wcale tak beznadziejna, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

 

 

Źródło: www.phonearena.com